Publicystyka filmowa
Nostalgiczna podróż po kultowych dobranockach. CZĘŚĆ DRUGA. Produkcje zagraniczne
Odkryj magię zagranicznych dobranocki w”NOSTALGICZNA PODRÓŻ PO KULTOWYCH DOBRANOCKACH. CZĘŚĆ DRUGA”, przywołując wspomnienia z dzieciństwa!
Za nami pierwsza część podróży po znanych i lubianych dobranockach. Po przeglądzie produkcji polskich czas na wycieczkę poza granice kraju i przypomnienie sobie seriali, które dotarły do nas z importu. Skupimy się zarówno na starszych bajkach, oglądanych w czasach dzieciństwa przez naszych rodziców, jak i na nieco nowszych, popularnych w czasach, gdy docelowym odbiorcą Wieczorynki byli dzisiejsi trzydziestolatkowie. Bez zbędnych przedłużeń – wyruszamy!
Krecik (Czechosłowacja, premiera: 1957 rok)
Debiut Krecika przypadł de facto pięć lat wcześniej niż faktyczny start serialu o jego przygodach. Animator Zdeněk Miler uczynił go bohaterem edukacyjnego filmu o produkcji tkaniny, co okazało się strzałem w dziesiątkę, bo pokazana na festiwalu w Wenecji krótkometrażówka została tam nagrodzona dwoma Złotymi Lwami. Sam wybór kreta na głównego bohatera wziął się z dwóch powodów; po pierwsze, Miler nie chciał wykorzystać zwierząt występujących już u Disneya, a po drugie, jak mówi anegdota, podczas spaceru potknął się o kreci kopiec i to było jego inspiracją.
Kolejne odcinki
Piaskowy dziadek (NRD, premiera: 1959 rok)
https://www.youtube.com/watch?v=EOTSbnZPIbo
Rzecz można, że ewenement, bo Piaskowy dziadek emitowany jest do dnia dzisiejszego. W 1959 roku powstały dwie wersje tego serialu, jedna w zachodnim, a druga we wschodnim bloku Niemiec (emisja tej z RFN zakończyła się w roku 1991). Postać Piaskowego Dziadka wywodzi się z niemieckiego folkloru; według opowieści morzył dzieci do snu, sypiąc im piasek w oczy.
Podobnie dzieje się w serialu, jednak wcześniej Dziadek opowiada dzieciom historie będące fabularną osią odcinków. Przeurocza jest piosenka z czołówki, mocno sentymentalna w brzmieniu i dzięki temu, że śpiewana przez dzieci, mocno kojarząca się z czasami właśnie tymi wczesnymi.
Rozbójnik Rumcajs (Czechosłowacja, premiera: 1967 rok)
https://www.youtube.com/watch?v=3HK2x1PQ68Q&
Charakterystyczny kapelusz, czarna broda i nieodłączny atrybut – pistolet. Wydaje mi się, jakbym wizerunek Rumcajsa kojarzył od zawsze, podobnie jego imię, odpowiednio dźwięczne i zawadiackie. Bohater ten zaczynał jako szewc, a rozbójnikiem został, ponieważ znieważył stopę starosty (sic!), za co został wygnany do lasu i tam rozpoczął zbójeckie życie (nadal pozostając jednak dobrym człowiekiem!). Fabuła serialu skupia się na jego konflikcie z Księciem Panem, jak również relacji z żoną i synkiem, Cypiskiem, który był tytułową postaci kontynuacji serialu z 1972 roku.
Bajki z mchu i paproci (Czechosłowacja, premiera: 1968 rok)
https://www.youtube.com/watch?v=FMFd0la34ys&
Bardziej kojarzone jako Żwirek i Muchomorek. Opowieść o tych właśnie dwóch skrzatach zawitała w naszym kraju dwa lata po jej stworzeniu. Żwirek i Muchomorek sami z siebie nie są zbyt ruchliwymi istotami, choć oczywiście zwlekają się z łóżka, gdy zachodzi taka potrzeba (na przykład odwiedziny innych leśnych istot; poza tym serial o wiecznie śpiących krasnoludkach nie byłby chyba zbyt atrakcyjny dla dzieci). Warto w przypadku tego serialu zwrócić uwagę na przewodni motyw muzyczny, który dla wielu jest zapewne ilustracją czasów dzieciństwa, bo brzmienie ma pioruńsko sentymentalne.
Nawet ja, chociaż akurat przygód Żwirka i Muchomorka nie śledziłem jakoś aktywnie, słysząc go, jestem w stanie sobie wyobrazić tych, którzy dziś sami są już rodzicami, siedzących przed telewizorem marki Neptun i z wypiekami oglądających perypetie skrzatów.
Wilk i zając (ZSRR, premiera: 1969 rok)
Jedna z tych bajek, które namiętnie oglądałem na VHS, będąc dzieckiem. Zbudowana na schemacie wcale nie nowatorskim – ten Zły próbuje, z niepowodzeniem, dopaść tego Dobrego, co skutkuje serią szalonych i niezbyt dla Złego przyjemnych wydarzeń. Oryginalny tytuł tego słynnego serialu to „Nu, pogodi” („Ja ci pokażę!”), powtarzane przez Wilka w chwilach jego niezliczonych porażek. Skąd cała ta nienawiść? Ano z tego, że Zając przypadkiem zgasił Wilkowi papierosa w pierwszym odcinku serialu, wyemitowanym pierwszego stycznia 1969. Ta zniewaga poskutkowała dwudziestoma odcinkami serialu, z czego ostatni wyemitowano w roku 2005 (jego autorem był syn twórcy oryginału, Wiaczesława Kotionoczkina).
Na przestrzeni lat Wilk i Zając spotykali się między innymi na plaży, stadionie sportowym, w muzeum i na statku. Osobiście zawsze pałałem większą sympatią do Wilka, co jest chyba dziwne, jako że był ciemiężycielem i nałogowym palaczem, ale z drugiej strony Toma też lubi się bardziej niż Jerry’ego. Sam serial ma bardzo specyficzny klimat, niewątpliwie potęgowany przez muzykę, wśród której znaleźć można kilka radzieckich przebojów. Jego popularność była na tyle duża, że wyszła poza telewizyjny ekran i przyniosła między innymi grę Jajeczka, w której Wilk łapie je do kosza – hit swego czasu nie mniejszy niż sam serial. O podręczniku do rosyjskiego, z wizerunkiem bohaterów serialu, nie wspominając.
Biały delfin Um (Francja, premiera: 1971 rok)
https://www.youtube.com/watch?v=mN75ilY1uFs
Przeglądając w internecie komentarze pod fragmentami Białego delfina Um, da się zauważyć, że wiele osób pała do niego ogromnym sentymentem. Wręcz ze wzruszeniem wspominają czasy, gdy jako dzieci podczas ferii zimowych (w paśmie wieczorynkowym pojawił się dopiero później) mogli usiąść przed telewizorem, posłuchać piosenki z czołówki i przynajmniej na kilka minut wyrwać się z szarej rzeczywistości.
Serial o przygodach Uma i jego przyjaciół emitowany był oryginalnie między listopadem 1971 a lipcem 1972. Dwa lata temu powstała nowa wersja serialu, wykonana już w technice komputerowej. Z jednej strony miło, że tak lubiany bohater nie poszedł w niepamięć, z drugiej zero w tym uroku oryginału. To niestety nie odosobniony przypadek, jak okaże się za chwilę.
Pszczółka Maja (Japonia, premiera: 1975 rok)
https://www.youtube.com/watch?v=68SnLpEocdg
Tę pszczółkę którą tu widzicie zowią Mają, wszyscy Maję znają i kochają.
Wszyscy też znają i kochają polską wersję piosenki tytułowej, śpiewaną przez zmarłego niedawno Zbigniewa Wodeckiego. Pszczółka Maja to jeden z tych seriali emitowanych w ramach Wieczorynki, który z czasów dzieciństwa kojarzę szczególnie dobrze. W kwestii postaci moim faworytem był zawsze Filip, konik polny, choć charakterystycznych bohaterów uświadczymy w Mai więcej – pocieszny Gucio, znakomicie u nas dubbingowany przez Mariana Kociniaka, mysz Aleksander czy drugoplanowa pajęczyca Tekla.
Sam serial jest adaptacją niemieckiej książki z 1912 roku autorstwa Waldemara Bonselsa, będącej zbiorem opowiadań o przygodach pszczółki. Animacja powstała w japońskim studiu Nippon Animation i w tymże kraju wyemitowana po raz pierwszy, aby następnie pojawić się w Europie (przełom lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych), a w efekcie podbić serca widzów w kilku krajach, w tym oczywiście w Polsce, gdzie przygody Mai cieszyły się ogromną popularnością przez kilkanaście kolejnych lat. Jak to bywa w takich przypadkach, na rynku pojawiły się zabawki i gadżety związane z tą postacią, a także chociażby oranżadka znana w latach dziewięćdziesiątych. Tak jak i delfin Um, również Maja doczekała się odświeżonej (i pozbawionej uroku) wersji swoich przygód – przypadło to na rok 2012.
Sąsiedzi (Czechosłowacja, premiera: 1976 rok)
Pat i Mat, dwaj ambitni, aczkolwiek niezbyt rozgarnięci majsterkowicze. Każdy odcinek to ich zmagania z rzeczami wymagającymi naprawy, montażu czy remontu, zwykle kończące się porażką lub rozwiązaniem – mówiąc delikatnie – niekonwencjonalnym, nigdy jednak nie podburzające optymizmu tytułowych sąsiadów. Oglądanie tego jest równie zabawne, co niezręczne. Serial od początku istnienia cieszy się dużą popularnością (produkowany jest zresztą po dziś dzień), a motyw muzyczny niewątpliwie obił się o uszy całemu mnóstwu ludzi. W Polsce widzowie zobaczyli go po raz pierwszy w paśmie wieczorynkowym w roku 1988. Już za czasów internetu doczekał się też całego mnóstwa parodii (łatwiej je znaleźć niż oryginał), choć jak to bywa z takowymi, sporo z nich było wątpliwej jakości.
Smerfy (USA/Belgia, premiera: 1981 rok)
Nie wydaje mi się, by Smerfy wymagały przedstawiania. Powstały na podstawie komiksów autorstwa Peyo serial to tylko jedno z wcieleń tych sympatycznych niebieskich stworzeń, bo przecież mamy jeszcze zabawki, gry, filmy pełnometrażowe (ostatni zresztą w tym roku) czy słynne Smerfne hity, wydawane u nas na kasetach i płytach w latach dziewięćdziesiątych. Do Polski serial animowany zawitał w roku 1987. Czołówka jest jedną z tych najbardziej kojarzonych, nie tylko przez dzieci.
Sam doskonale pamiętam wieczorne oczekiwanie i radość, gdy z głośników telewizora słyszało się śpiew Wiktora Zborowskiego – „Hej, dzieci, jeśli chcecie zobaczyć Smerfów las, przed ekran dziś zapraszam was.
Mapeciątka (USA/Kanada, premiera: 1984 rok)
Pochodna sukcesu Muppet Show, znana u nas kiedyś jako Dzieciństwo Muppetów. Premierę miała dwa miesiące po filmie Muppety na Manhattanie, którego jest niejako bezpośrednim następstwem – w trzecim pełnym metrażu z ich udziałem, w tym wypadku spod ręki samego Jima Hensona, dostajemy przeuroczą scenę, w której Piggy wyobraża sobie dzieciństwo z Kermitem (i resztą postaci, przy okazji).
Wizja ta zyskała taką popularność, że podjęto szybką decyzję o animowanym serialu. Szybką i słuszną, bo animowany spin-off o przedszkolnych przygodach Muppetów dobił do liczby stu siedmiu odcinków podzielonych na osiem sezonów, adaptacji komiksowej stworzonej przez Marvela, całej serii gadżetów, a także zapoczątkował trend na seriale, w których klasyczni bohaterowie są przedstawieni w dziecięcej wersji (choćby Tom i Jerry, Scooby Doo czy Flintstonowie). Dzieci w Polsce pierwszy raz
Gumisie (USA, premiera: 1985 rok)
https://www.youtube.com/watch?v=mfzovipQxOM
Abrakadabra, to czary i magia! Któż dziś nie kojarzy tych pociesznych koneserów soku z gumijagód? Gumisie, będące pierwszą ważną animowaną serią Disneya, doczekały się sześćdziesięciu pięciu odcinków podzielonych na pięć sezonów. Do Polski dotarły w roku 1990 i nie od razu zawitały w paśmie wieczorynkowym – tam pojawiły się dopiero potem, w cyklu Walt Disney przedstawia.
Popularność
Chip i Dale: Brygada RR (USA, premiera: 1989 rok)
Ach! Jeden z moich ulubionych seriali oglądanych w dzieciństwie, bez wątpienia. Regularna emisja w Polsce zaczęła się dwa lata po premierze światowej. Odcinki nie zostały wyemitowane po kolei, wobec czego pilotażowe epizody opowiadające o zawiązaniu się tytułowej brygady widzowie obejrzeli w losowym momencie nadawania. Chip i Dale, którzy od czasu swojego debiutu byli traktowani jako antagoniści innych bohaterów, tutaj wychodzą na pierwszy plan, po raz pierwszy się odzywają i zyskują charakterystyczne odzienie. Sam byłem dumnym posiadaczem kaset VHS z kilkoma odcinkami, figurek bohaterów i oczywiście dwóch gier na słynnego pegazusa, do których chętnie wracam i dziś.
Muminki (Japonia/Finlandia/Holandia, premiera: 1990 rok)
Słynny serial animowany, wyprodukowany już po wersji rodzimej stworzonej w studiu Se-ma-for. Polscy widzowie z pewnością bardzo dobrze kojarzą piosenkę z czołówki, śpiewaną (jak w przypadku Smerfów) przez Wiktora Zborowskiego. Muminki tak czy inaczej zapadają w pamięci, czego powodem jest – mówiąc najprościej – wygląd niektórych z postaci, na czele których stoi oczywiście owiana niekoniecznie dobrą sławą Buka, spędzająca swego czasu sen z powiek niejednemu dziecku.
Poza nią niezbyt komfortowo oglądało się Czarownicę – starsza pani z dziwnymi włosami i wyłupiastymi, żółtymi oczami to niekoniecznie materiał na postać przyjazną najmłodszym (wątpię, żeby ktoś chciał mieć taką figurkę). Serial emitowany był w oryginale między 1990 a 1992 rokiem, do Polski dotarł rok po zakończeniu, nie jest więc dziwne, że dobrze zna go pokolenie dzisiejszych trzydziestolatków.
Wyspa niedźwiedzi (Francja, premiera: 1992 rok)
Jedna z tych bajek, do których osobiście mam największy sentyment. Ochoczo oglądałem przygody Ediego – głównego bohatera, który w towarzystwie swojego przyjaciela stara się powrócić balonem na tytułową wyspę. Zaobserwowałem, że sporo osób kojarzy ten serial, ale dopiero wtedy, gdy zobaczy i usłyszy czołówkę – przytaczam ją zatem i liczę, że być może obudzę w kimś uśpione gdzieś wspomnienie. Edi, wracaj!.
I to już końcowa stacja naszej podróży. Przystanki, na których się zatrzymywaliśmy, były moim subiektywnym wyborem, opartym na wspomnieniach własnych, jak również bliskich mi osób. Być może niektórzy z was z rozrzewnieniem sięgają pamięcią do czasów, gdy oglądali bajki niewymienione powyżej – zachęcam do dzielenia się tymi wspomnieniami, wszak zawsze miło przekonać się, ile dobrych myśli zakorzeniły w głowach te słynne, ponadczasowe animacje.
korekta: Kornelia Farynowska
